O NAS
Ania Rasińska –
założycielka Wolnych Obrotów, ceramiczka z zamiłowania, kulturoznawczyni z wykształcenia.
Z ceramiką związana od dziecka i choć multipasjonackie szlaki poprowadziły ją w rejony nieco odległe ziemi w końcu znalazła swoją drogę powrotną ku glinie. I nie dość, że całym swoim jestestwem wsiąkła to jeszcze postanowiła zarazić tym ceramicznym szaleństwem innych. I całkiem jej się to udaje w jej własnym (nie tylko) ceramicznym miejscu na warszawskiej Woli – Młynowie. TYM miejscu.
Wolne Obroty
Bo taką nazwę dostała przestrzeń, to pracownia nie tylko ceramiczna. To kameralna strefa zajęć i warsztatów, studio twórcze w którym zrealizujesz swoje pomysły, artystyczny czakram, miejsce miłych spotkań, i sklep z pięknymi, ręcznie robionymi przedmiotami.
Wolne Obroty istnieją na mapie Warszawy od 2023 i po zdecydowanie zbyt długim remoncie zakończonym niezwykle udaną parapetówką w 2024 roku ruszają z zajęciami cyklicznymi, warsztatami, autorską Wolną Pracownią i wypałem na zlecenie. Zapoznaj się z opisami zajęć, bieżącym harmonogramem.
Rozsiądź się wygodnie przy naszym stole. Włącz wolne obroty. Będzie Ci tu dobrze.
Więcej o Ani od Ani –
Ceramika była w moim życiu praktycznie od zawsze, a tak konkretniej to od 7 roku życia. Wtedy to pierwszy raz świadomie dotknęłam gliny w Pracowni Sztuki Dziecka przy Galerii Działań na warszawskim Ursynowie. Tak to przynajmniej pamiętam, że to był pierwszy raz z gliną, bo w ziemi babrałam się przecież znacznie wcześniej, a lepiłam też – z tym że z plasteliny.
Na te pierwsze historyczne zajęcia ceramiczne przyprowadziła mnie Mama, a moją premierową pracą była płaskorzeźba z sielskim widoczkiem i chatynką na horyzoncie. Wisi u moich rodziców po dziś dzień.
I tak to od tych pierwszych zajęć przez 11 lat, początkowo małymi kroczkami, pod okiem mistrzyni Ireny Moraczewskiej, nazywanej po prostu Panią Irenką, nieśmiało uczyłam się różnych technik plastycznych, ale najbardziej upodobałam sobie rzeźbę. I jak raz spróbowałam to nie mogłam przestać. Po prostu nic mnie w tej rzeźbie nie ograniczało tylko wielkość pieca i wzrok Pani Irenki, który mówił więcej niż słowa, czyli coś w klimacie „Minimalizuj, Aniu, minimalizuj”. Więc „minimalizowałam” (do tej granicy, której nie wolno mi było przekraczać) i zaczynałam kolejną pracę, większą od poprzedniej.
